niedziela, 9 sierpnia 2015

Powakacyjnie już...

Ze wszystkich pór roku lato mija mi najszybciej. Jeszcze na dobre nie zamknęłam wakacyjnego rozdziału, nie poukładałam wszystkich zdjęć, do końca nie rozpakowałam torby, a już myślę, planuję kolejny wyjazd.
Na wakacjach miałam różnorodność krajobrazu, pogody i temperatur.
Przejechałam Polskę wzdłuż i wszerz. Dotarłam też na Litwę.
Na początek, moja ukochana Suwalszczyzna: Krasnogruda, Sejny, Suwałki, Maćkowa Ruda i Buda Ruska w której odbywały się moje kolejne warsztaty fotograficzne.
Bieganie z aparatem od wczesnego poranka  aż do nocy, szukanie motywów, ujęć, zmagania z ruchem wody, kombinowanie ze światłem, którego w tym roku na warsztatach, było niewiele.
Nowo poznani ludzie, ich ciekawe historie i wspomnienia plenerów z tymi, z którymi spotkałam się już nie raz.
Znowu wróciłam oczarowana zdjęciami Piotra, naszego fotograficznego Mistrza.
On, jak nikt inny potrafi pokazać magię pejzażu, zatrzymać w kadrze chwile wyjątkowe, nawet w kałuży podglądać świat niezwykły.
Wiele bym dała, by pojąć wszystkie tajniki fotograficznej wiedzy. Raczkuję powoli, podglądam, uczę się i pokazuję Wam do oceny.




Bania ruska, jej magiczna moc jest wielka














czwartek, 16 lipca 2015

W biegu

Jakoś ostatnio brak mi czasu na pisanie, bo w ciągłej podróży jestem.
Wakacje…
Zaledwie wróciłam z Suwalszczyzny, przepakowałam rzeczy i siup w całkiem inny zakątek Polski.
Tym razem rozkoszuję się pięknem Krainy Wygasłych Wulkanów.
Okolice tu takie cudowne, że chciałoby się na dłużej zostać.
Pogoda wspaniała więc chce się wstawać o świcie. 
Wysyłam Wam pocztówki z mojej eskapady i zmykam na dalsze odkrywanie tego uroczego zakątka Polski.
Po wakacjach napiszę więcej :)







niedziela, 28 czerwca 2015

Wakacje

Dzieci zaczęły już swój długo wyczekiwany odpoczynek.
Kolejne wakacje i przed nami.
Jakie będą w tym roku, czy uda się nacieszyć ciepłą aurą, złapać trochę promyków słońca, odpocząć?
Na razie nad morzem pogoda zmienna i kapryśna.
Oby lipiec przyniósł zmianę na lepsze.
Należy wierzyć, że ciepło nadejdzie.
Amatorów fotografii zapewniam, że nad morzem zawsze znajdą coś, co przykuje uwagę i zostawi wspomnienie w postaci ciekawych ujęć.
Czasami watro poobserwować choćby niebo.








wszystkie zdjęcia zrobiłam w Orłowie

sobota, 20 czerwca 2015

Dzieckiem być...

Dzieciństwo, cudowny czas, który z lekka i powoli pokrywa kurz zapomnienia.
Zacierają się twarze, ulatują imiona, nazwiska, gdzieś w kąt pamięci uciekają dawno nie odwiedzane miejsca.
Zamykam oczy i staram się odtworzyć obrazy sprzed lat.
Dźwięki i zapachy i każdy najdrobniejszy szczegół.
Nie chcę niczego zapomnieć, pominąć. Każdy detal jest ważny, a wspomnienia szczególne.
Tylko tam, zapach trawy po lipcowym deszczu był taki wyjątkowy, bzy i jaśminy upajały słodką wonnością, a ptaki ćwierkały tak pięknie, że zawsze budziłam się o świcie.
Droga do szkoły, niespełna kilometr, a wtedy było mi tak daleko.
Pierwszy dzień nauki, wystraszone dzieci, zapach klasy i mojego skórzanego tornistra, kolory kredek i rysunek na piórniku. Ukochany Elementarz Falskiego i Pierwsza czytanka.
Uśmiecham się na myśl o grze w klasy, w chłopa, w noża, widzę skoki przez gumę i biegi dookoła klombu.
Wspominam nasze warkocze zaplatane przez Babcię.
Zimy tak śnieżne i długie, o jakich marzą tylko dzieci.
Miałyśmy z siostrami to szczęście, że często zabierano nas na zaprzężone końmi sanie, okrywano derkami i jechano w śnieżną dal.
Myślę o saneczkowym szaleństwie i jeździe na łyżwach po okolicznych bajorkach.
Przypominam sobie zapach wiosny, topniejący śnieg i błotniste koleiny na wiejskich dróżkach, a także buzie dzieci pełne  pierwszych wiosennych piegów.
Lato, niesamowicie ciepłe i wonne, nasze bose stopy taplające się w kałużach, kolory tęczy i obserwowanie obłoków. 
Wspominam książki czytane nam przez moją najstarszą siostrę.
Znowu widzę kwitnące w parku akacje i róże na trawniku. 
Nasze gry w chowanego i rowerowe wycieczki po najsłodsze na świecie poziomki. Rosły przy rowach wzdłuż kolejki wąskotorowej. Były tam też jeżyny oraz rajska jabłoń.
Pamiętam pana, który pozwalał nam jeździć drezyną. Ale było radości !!!
Pamiętam misternie plecione wianki z koniczyny i mleczu. 
I cudownie ciepłe wieczory, gdy wsłuchując się w szczekanie psów w wiejskich zagrodach, cała nasza ferajna obserwowała rozgwieżdżone niebo.
Niekończąca się zabawa i niekończąca opowieść…




  










Pięknych wspomnień Wam życzę :)








sobota, 30 maja 2015

Truskawkowy czas

Uwielbiam truskawki, a Wy?
Z niecierpliwością czekam na te nasze najsłodsze, cudnie pachnące i soczyste.
A kiedy już się pojawią, szaleję kulinarnie.
Pierogi z truskawkami polane lekką śmietanką, makaron z truskawkami, koktajle, no i ciasta oczywiście.
Kruche, biszkoptowe, babkowe i smakowite lekkie desery. Wszystko z truskawką na czele.
Wczoraj znalazłam w gazecie przepis całkiem prosty na lekki torcik truskawkowy.
Dziś od rana wybierałam na ryneczku czerwone pyszności, a teraz rozkoszuję się smakiem tego wyjątkowego ciasta.
Polecam Wam gorąco.
Odrobinę zmodyfikowałam recepturę.
Zamiast wypiekania kruchego ciasta zmiksowałam 4 paczki herbatników petit beurre i połączyłam z 1/2 kostki lekko roztopionego masła.
Podaję Wam przepis na wypadek gdyby ktoś nabrał nieodpartej ochoty na wykonanie tego nieskomplikowanego torciku.
Pięknego weekendu życzę :)

Masa
1/2 kg truskawek
5 łyżeczek żelatyny
150 ml mleka
250 g ricotty
ok. 100 g cukru /użyłam różowego cukru z dodatkiem malin/
250 ml śmietanki kremówki

Wykonanie
Truskawki zmiksować w blenderze na mus.
Żelatynę rozpuścić w gorącym mleku i zostawić do wystygnięcia.
Do musu truskawkowego dodajemy ricottę i cukier, potem żelatynę.
Całość chwilkę należy wymieszać.
Na wcześniej przygotowane ciasto z herbatników i masła /schłodzonego ok 30 minut/
wylewam masę truskawkową i wkładam do lodówki.
A potem pozostaje już tylko zaprosić znajomych i jeść, aż do ostatniego okruszka ;)))








sobota, 23 maja 2015

Uciekający maj

Nie lubię jak czas tak szybko ucieka. 
Niedawno zaczął się maj, mój ukochany miesiąc, a już czerwiec puka do drzwi.
Tegoroczny maj był kapryśny i zmienny. Deszczowe i wietrzne dni przeważały, a jednak i tak było wspaniale.
Jak co roku zakwitły kasztany, magnolie oczarowały swoim pięknem, fiołki roztaczały cudownie słodki zapach, wonne bzy upajały, a pola rzepakowe rozjaśniały nawet najbardziej szary dzień.
Zieloność oszalała, a my razem z nią. 
Na działkach, w ogrodach i  sklepach ogrodniczych pospolite ruszenie. Wszyscy wybierali najpiękniejsze okazy.
Tu i ówdzie zapachniało grillem.
Moje koty zaczęły trawnikowe wylegiwanie. 
I o to właśnie chodzi, by miło w maju było ;)
Pięknego weekendu, wypoczywajcie, ile się da!