Temperatura powietrza dochodziła do 28 stopni. Było duszno i parno.
Ten nagły skok pogodowy zaskoczył wszystkich.
Wczoraj szukałam ratunku rozstawiając wentylatory w całym domu.
Kiedyś lubiłam słońce i złotą opaleniznę.
Teraz, staram się nie narażać skóry. Z wiekiem człowiek mądrzeje ;-)
Parę dni odpoczynku od pracy zamieniłam na aktywne spędzanie czasu.
Od rana biegłam na plażę, by maszerować wzdłuż morskiego brzegu i cieszyć się początkiem lata.
Wsłuchiwałam się w szum morza i radosne okrzyki ludzi, podobnie jak ja odpoczywających na plaży.
Obserwowałam żeglarzy oczekujących na dobry wiatr i gotowych do regat. Kiedy tylko powiało mocniej, wszyscy jak na komendę, przeciągali swoje łódki do wody, by nabrać wiatru w żagle i płynąć w kierunku Helu.
Woda jak na Bałtyk o tej porze roku, ciepła wyjątkowo.
Ponad 5 i pół kilometra przeszłam mocząc bose stopy w słonym morzu. W pewnym momencie pod nogi wypłynął mi jakiś mocno sfatygowany skorupiak. Czyżby to był rak?
Zawsze wydawało mi się, że raki są słodkowodne, a tu taka niespodzianka!
Może ktoś rozpozna i powie czy się nie mylę?
Od dzisiaj pogoda zmieniła się.
Powiało chłodnym wiatrem, przeszedł deszczowy front.
Na jak długo przyjdzie nad zapomnieć o letniej aurze?