Ustąpiło miejsca jesieni, która powoli wdziera się w gumowych kaloszach?
Od kilku dni niebo pokryło się ciemnymi chmurami z których ulewny deszcz nie przestaje padać.
Po letnich upałach i wielkiej suszy na taką pogodę musiał nadejść czas. Jakoś nie martwię się tym.
Pocieszam tylko, że grzyby wreszcie urosną, odżyją suche trawy, drzewa i kwiaty w ogrodzie.
One wszystkie wypatrywały wilgoci.
Powoli zieloność ustępuje miejsca jesiennym barwom. Tu i ówdzie żółkną liście, a nawłocie bujnie rosnące na łąkach, dają znać o nieuchronnej zmianie pór roku.
Coś się kończy i coś się zaczyna.
Tym, którzy martwią się nadejściem jesieni, porą deszczu, słoty, silnych wiatrów, chłodnych poranków, krótkich dni i bardzo długich wieczorów, powiem na pocieszenie, że właśnie jesienią mamy najwięcej czasu dla siebie.
Zaszyci w ciepłe koce, otuleni wełnianymi szalami, w grubych skarpetkach, spędzamy dużo czasu na czytaniu, pisaniu, rozmowach, słuchaniu muzyki i słodkim nicnierobieniu.
Wtedy właśnie czas płynie woniej, spokojniej, nostalgicznie.
Stęskniona już jestem do tych chwil magicznych, wiatru dującego w szyby i spokoju domowego zacisza kiedy najlepiej smakuje herbata kardamonem i łyżką miodu, a kocie mruczenie uspokaja jak balsam.
Pięknej jesieni Wam życzę :)
| A Rebelka nic sobie nie robi z nadejścia jesieni ;) |