Nad ranem spadł deszcz. Ciepły, taki, który zdarza się tylko w maju.
Obudził kwiaty i senne jeszcze ptaki.
Ubrana w szlafrok wyszłam do ogródka na powitanie dnia.
Z aparatem w ręku cicho deptałam wilgotną trawę, delikatnie łaskoczącą moje bose stopy.
Kropelki rosy na konwaliowych listkach i kwiatach bzu zastygły w bezruchu, bym mogła uwiecznić piękno natury.
Jak na zawołanie wyszło słońce. Rozświetliło wszystko wokoło.
Zamarzyłam o śniadaniu na trawie.
Moim pierwszym ogródkowym w tym roku.
O słodkiej rogalikowej rozpuście z konfiturą.
I tak miło rozpoczęłam kolejny, nowy dzień.
Pięknego dnia i Wam życzę :)