Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć koleżanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć koleżanki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

Gabi

Z odchodzeniem trudno się pogodzić, ze śmiercią niełatwo jest wygrać.
Czasami próbujemy ją przechytrzyć, oszukać, schować się, by nas nie odnalazła. 
Wierzymy w wyzdrowienie, myślimy, że będzie lepiej, trzymamy kciuki, modlimy się.
Z nadzieją marzymy o cudzie. Nie poddajemy się.
W dzisiejszy szaro-bury i mglisty dzień nagle zaświeciło słońce.
Pędziłam do hospicjum, by przy Niej posiedzieć. Od wczoraj tam przebywała. Nie znała nikogo. Sama, w przytulnym pokoju tego smutnego miejsca.
Czy wiedziała?…
Dwa lata prowadziłyśmy rozmowy o chorobie, o walce, o sile i wytrwałości. O raku, który rozpanoszył się wszędzie. O decyzjach łatwych i trudnych. 
Dwa lata Ją podziwiałam za odwagę mówienia o swojej chorobie, za niebywałą dzielność i desperację.
Chciałam jeszcze o wiele zapytać, nie zdążyłam…
Weszłam do pokoju, gdy Ona wychodziła…
Pozostała cisza i nasze łzy.
Ocean wspomnień mignął mi przed oczami pośród spadających za oknem liści.
A w uszach dźwięczała dzisiejsza data 7 listopada.
Zrobiło mi się zimno na wspomnienie tamtej jesieni.
Siedem lat temu Wojtek poleciał do Afryki i nigdy nie wrócił…
Wierzę, że się już dziś spotkają.