czwartek, 10 lipca 2014

Open'erowe klimaty

Dostać bilet na Open'era w prezencie, nie lada gratką jest. 
Mnie się udało z okazji Dnia Matki. 
Cudowna niespodzianka od Dziecka na najważniejszy dla mnie koncert grupy Pearl Jam.
Festiwalowe szaleństwo trwało 4 dni i cztery noce.
Dużo wspaniałych zespołów i ciekawych muzyków. 
Różnorodność gatunków muzycznych na Open'erze jest imponująca.
Dla każdego coś fajnego. 
Można było wybierać brzmienia i dźwięki przemieszczając się między scenami z koncertu na koncert. 
A było ich po kilkanaście dziennie.
W tym roku gościli na scenie m.in Pearl Jam, Banks- z dziewczyną o pięknym głosie, Foals, Interpol post punkowe trio prosto z NY, Kari, Lykke Li, Mela Koteluk, Rudimental, Artur Rojek, MGMT, 
To festiwal ludzi kochających nie tylko muzykę, ale i długie spacery pomiędzy scenami ;-)
Od 2003 roku odbywa się bowiem na terenie lotniska wojskowego Babie Doły w Gdyni - Kosakowie.
Wielka przestrzeń na której skupiają się wszyscy fani muzyki.
Nie czuje się oddechu tłumu, ścisku, braku powietrza.
No, chyba, że na koncercie takiego zespołu jak Pearl Jam, gdzie większość stała już pod sceną na dwie godziny przed pojawieniem się muzyków. 
Punktualnie o 22-ej wyszli na scenę i już pierwszym energetycznym kawałkiem dali znać, jak wspaniały będzie ten występ.
Potem były kolejne utwory, równie dynamiczne i piękne. 
Ludzie tańczyli w rytm rozlegających się mocnych uderzeń. Moja radość była ogromna.
Nie zabrakło nastrojowej ballady Sirens, gdzie ochrypły głos Eddiego Veddera zadziałał na słuchających jak balsam.
Żałowałam tylko, że nie zagrali jednego z moich ukochanych utworów Immortality, który nieodłącznie kojarzy mi się z Wojtkiem…
Za rok znowu tam będę. To postanowione!
Dziękuję Ci Agatko za ten super wieczór :-)






























Dziecko ;)

tzw. Rod Steward ;-))))

w tle chodzące banany

my

Muzyczne smaczki




 tego utworu mi właśnie zabrakło


Wybaczcie mi jakość zdjęć, ale z komórki trudno o fajne fotki.
  


poniedziałek, 30 czerwca 2014

A łąki całe w kwiatach

Z powodu braku auta na niedzielny spacer wyruszyłam pieszo.
Z aparatem w ręku przemierzałam polne drogi.
Od dawna miałam marzenie. 
Nasycić się barwami czerwcowej łąki. 
Chłonąć cudownie odurzający zapach niezliczonej ilości kwiatów polnych.
Iść pośród wysokich traw nie zważając na jej wilgotne źdźbła.
Po porannym, ulewnym deszczu, wyszło słońce. 
Gdzieniegdzie, ostatnie krople delikatnie spadały z kwiatowych płatków na mokrą ziemię.
Uchwycić ten magiczny moment byłoby pięknie.
Motyle, pszczoły i inne owady ożywiły się nagle, by rozpocząć swój taniec wokół kwiatowych kielichów.
W jednej chwili znów stałam się małą dziewczynką beztrosko biegającą pośród barwnych kwiatów.
Jak urzeczona wdychałam ich cudowny zapach unoszący się w powietrzu.
Czy wiecie jak pachnie taka łąka?





























Przypomniała mi się ta urocza piosenka Jana Kantego Pawluśkiewicza, którą Wam wszystkim dedykuję, by jeszcze tego lata, w czasie nadchodzących wakacji, każdy miał okazję pobuszować pośród traw i kwiatów :-)